Z punktu widzenia Rosalie specjalnie dla Mileny. Jeżeli chcielibyście notkę z punktu widzenia swojego ulubionego bohatera to piszcie w komentarzach lub ma mojego maila ( saba8@poczta.onet.eu )
Siedziałam na łóżku i malowałam paznokcie, kiedy usłyszałam
ciche pukanie do drzwi.
- Proszę.
Do mojej sypialni weszła Alice.
- Przeszkadzam?
- Nie no skąd. Siadaj. – poklepałam miejsce obok siebie
Moja siostra wdrapała się na łóżko i zaczęła oglądać moje lakiery.
- Coś się stało?
- Nikt nie chce jechać ze mną na zakupy do Nowego Jorku. Może Ty się skusisz?
- Wiesz Alice, że ja na zakupy bardzo chętnie jeżdżę, ale umówiłam się z Emmett’em, że będziemy dziś wymieniać części w samochodzie. Wiesz, jaki on jest… śmiertelnie się obraz, jeżeli odwołam.
- No cóż szkoda. To może mogłabym Cię teraz uczesać. Muszę się czymś zająć.
- Z wielką chęcią.
Uważając żeby nie zmazać lakieru wstałam z łóżka i usiadłam przy swojej toaletce.
Alice stanęła za mną, wzięła do ręki szczotkę i dokładnie rozczesała każde pasmo włosów.
Uformowała piękne loki, a potem postanowiła zrobić mi koka. Z przodu wypuściła kilka krótszych pasemek włosów. Wszystko wyglądało bardzo schludnie i ładnie.
- Dziękuję Alice. – powiedziałam przytulając ją. – Czemu właściwie nie pojedziesz na zakupy z Jasperem?
- Ma dosyć zakupów ze mną.
- To pojedźmy razem w ten weekend.
- Naprawdę?!
- Tak. – uśmiechnęłam się – Dawno nie byłam w Nowym Jorku i sama chętnie sobie coś kupię.
- Rose, jesteś wspaniała.
- Chyba tylko Ty tak uważasz. – głośno się zaśmiałam
- Co Wam tak wesoło? – spytał mój kochany misiek wchodząc do pokoju.
- A nic. To wy sobie nie przeszkadzajcie. Pójdę …. Pomóc Esme – powiedziała i puściła mi oczko.
- Rose, pięknie wyglądasz. – zamruczał Emmett
- Dziękuję kochanie.
- Może dziś zamiast w garażu spędzilibyśmy ten wieczór w przyjemniejszy sposób. – zaproponował coraz bardziej przybliżając swoje usta do moich.
- Hmm… Czyli jak?
- No na przykład wyszlibyśmy na spacer.
- Wiesz, że to wcale nie jest taki głupi pomysł. Dawno nigdzie sami nie byliśmy.
- Ja mam same dobre pomysły kochanie. – powiedział i pocałował mnie łapczywie w usta – To jak, idziemy?
- Tak. Wstałam z łóżka i weszłam do swojej wielkiej garderoby. Ubrałam się w czarne, luźne spodnie i chabrową bluzkę. Założyłam także sportowe buty. Fryzura, która zrobiła mi Al wciąż prezentowała się nienagannie. Mój ukochany zlustrował mnie wzrokiem i uśmiechnął się.
Po chwili znaleźliśmy się na dworze. Przeskoczyliśmy przez małą rzeczkę, która oddzielała nasz dom od ściany lasu. Emm objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę polany, na której często gramy w baseball. W ludzkim tempie droga zajęła nam pół godziny. Usiedliśmy na dużych kamieniach naprzeciwko wodospadu. Emmett objął mnie od tyłu i złapał za rękę. W ciszy patrzyliśmy na spływającą wodę. To była nasza magiczna chwila. Tutaj liczyliśmy się tylko my. Rzadko mieliśmy chwilę prywatności. W domu zawsze ktoś był. A przez ostatnie wydarzenia związane z Volturi mieliśmy jeszcze mniej czasu dla siebie.
- O czym myślisz? – przerwał ciszę
- O nas. O tym jak bardzo Cię kocham.
- To zabawne, bo ja też.
Jeszcze godzinę rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Nawet nie wiem zaszło Słońce.
- Wracamy? – spytałam
- Możemy jeszcze zapolować.
- Przecież polowałeś niedawno z chłopakami.
- No tak, ale z Tobą to co innego.
- Teraz już się podlizujesz.
- No wiesz?
Zaśmiałam się i poderwałam się z miejsca. Nie czekając na ukochanego ruszyłam w głąb lasu. Słyszałam, że biegnie za mną. Wyczułam gdzieś niedaleko bardzo kuszący zapach. Z pewnością nie należał on do roślinożercy. Instynkt i węch zaprowadził mnie do kryjówki dość masywnej pumy. Rzuciłam się na dzikiego kota i wyssałam z niego całą krew. W pełni mnie nasycił.
- Rosalie choć! – usłyszałam głos Emmetta
On z kolei zaczaił się przy norze niedźwiedzia. Usiadłam na pniu starego dębu i patrzyłam spokojnie na przebieg wydarzeń. Emm obudził zwierze głośnym krzykiem. Niedźwiedź uznając go za zagrożenie rzucił się na niego odsłaniając wielkie pazury. Po krótkiej walce Emmett zatopił kły w grubej szyi zwierzaka. Kiedy podniósł się z ziemi zobaczyłam, ze koszulka, którą dostał ode mnie z okazji naszej rocznicy ślubu jest cała porwana i poplamiona krwią mocno się zdenerwowałam.
- Emmett! Nie mogłeś postarać się nie uszkodzić tej koszulki?! Wiesz ile czasu potrzebowałam żeby ją znaleźć? Teraz nadaje się tylko do wyrzucenia.
- Kochanie przepraszam. Wynagrodzę Ci to. – powiedział robiąc maślane oczy
- Ciekawa jestem jak?
- Yyy… noo… Pojadę z Tobą na zakupy. – powiedział ściszonym głosem
- Słucham ? – udawałam, ze nie słyszę
- Pojadę z Tobą na zakupy. – powtórzył głośniej
Zarzuciłam mu ręce na szyję i pocałowałam go w usta.
- Nigdzie nie musisz ze mną jechać.
- Nie?
- Nie. To słodkie, że chciałeś się tak poświęcić. Znam Cię nie od dziś. Wiem, że nienawidzisz zakupów, a mimo to zaproponowałeś swoje towarzystwo, tylko po to, żebym się na Ciebie nie złościła. Kocham Cię wariacie.
Strasznie się z tego ucieszył. Wziął mnie na ręce i zaczął obracać się ze mną wokół własnej osi.
Potem poszliśmy do domu. To był bardzo udany dzień.
- Proszę.
Do mojej sypialni weszła Alice.
- Przeszkadzam?
- Nie no skąd. Siadaj. – poklepałam miejsce obok siebie
Moja siostra wdrapała się na łóżko i zaczęła oglądać moje lakiery.
- Coś się stało?
- Nikt nie chce jechać ze mną na zakupy do Nowego Jorku. Może Ty się skusisz?
- Wiesz Alice, że ja na zakupy bardzo chętnie jeżdżę, ale umówiłam się z Emmett’em, że będziemy dziś wymieniać części w samochodzie. Wiesz, jaki on jest… śmiertelnie się obraz, jeżeli odwołam.
- No cóż szkoda. To może mogłabym Cię teraz uczesać. Muszę się czymś zająć.
- Z wielką chęcią.
Uważając żeby nie zmazać lakieru wstałam z łóżka i usiadłam przy swojej toaletce.
Alice stanęła za mną, wzięła do ręki szczotkę i dokładnie rozczesała każde pasmo włosów.
Uformowała piękne loki, a potem postanowiła zrobić mi koka. Z przodu wypuściła kilka krótszych pasemek włosów. Wszystko wyglądało bardzo schludnie i ładnie.
- Dziękuję Alice. – powiedziałam przytulając ją. – Czemu właściwie nie pojedziesz na zakupy z Jasperem?
- Ma dosyć zakupów ze mną.
- To pojedźmy razem w ten weekend.
- Naprawdę?!
- Tak. – uśmiechnęłam się – Dawno nie byłam w Nowym Jorku i sama chętnie sobie coś kupię.
- Rose, jesteś wspaniała.
- Chyba tylko Ty tak uważasz. – głośno się zaśmiałam
- Co Wam tak wesoło? – spytał mój kochany misiek wchodząc do pokoju.
- A nic. To wy sobie nie przeszkadzajcie. Pójdę …. Pomóc Esme – powiedziała i puściła mi oczko.
- Rose, pięknie wyglądasz. – zamruczał Emmett
- Dziękuję kochanie.
- Może dziś zamiast w garażu spędzilibyśmy ten wieczór w przyjemniejszy sposób. – zaproponował coraz bardziej przybliżając swoje usta do moich.
- Hmm… Czyli jak?
- No na przykład wyszlibyśmy na spacer.
- Wiesz, że to wcale nie jest taki głupi pomysł. Dawno nigdzie sami nie byliśmy.
- Ja mam same dobre pomysły kochanie. – powiedział i pocałował mnie łapczywie w usta – To jak, idziemy?
- Tak. Wstałam z łóżka i weszłam do swojej wielkiej garderoby. Ubrałam się w czarne, luźne spodnie i chabrową bluzkę. Założyłam także sportowe buty. Fryzura, która zrobiła mi Al wciąż prezentowała się nienagannie. Mój ukochany zlustrował mnie wzrokiem i uśmiechnął się.
Po chwili znaleźliśmy się na dworze. Przeskoczyliśmy przez małą rzeczkę, która oddzielała nasz dom od ściany lasu. Emm objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę polany, na której często gramy w baseball. W ludzkim tempie droga zajęła nam pół godziny. Usiedliśmy na dużych kamieniach naprzeciwko wodospadu. Emmett objął mnie od tyłu i złapał za rękę. W ciszy patrzyliśmy na spływającą wodę. To była nasza magiczna chwila. Tutaj liczyliśmy się tylko my. Rzadko mieliśmy chwilę prywatności. W domu zawsze ktoś był. A przez ostatnie wydarzenia związane z Volturi mieliśmy jeszcze mniej czasu dla siebie.
- O czym myślisz? – przerwał ciszę
- O nas. O tym jak bardzo Cię kocham.
- To zabawne, bo ja też.
Jeszcze godzinę rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Nawet nie wiem zaszło Słońce.
- Wracamy? – spytałam
- Możemy jeszcze zapolować.
- Przecież polowałeś niedawno z chłopakami.
- No tak, ale z Tobą to co innego.
- Teraz już się podlizujesz.
- No wiesz?
Zaśmiałam się i poderwałam się z miejsca. Nie czekając na ukochanego ruszyłam w głąb lasu. Słyszałam, że biegnie za mną. Wyczułam gdzieś niedaleko bardzo kuszący zapach. Z pewnością nie należał on do roślinożercy. Instynkt i węch zaprowadził mnie do kryjówki dość masywnej pumy. Rzuciłam się na dzikiego kota i wyssałam z niego całą krew. W pełni mnie nasycił.
- Rosalie choć! – usłyszałam głos Emmetta
On z kolei zaczaił się przy norze niedźwiedzia. Usiadłam na pniu starego dębu i patrzyłam spokojnie na przebieg wydarzeń. Emm obudził zwierze głośnym krzykiem. Niedźwiedź uznając go za zagrożenie rzucił się na niego odsłaniając wielkie pazury. Po krótkiej walce Emmett zatopił kły w grubej szyi zwierzaka. Kiedy podniósł się z ziemi zobaczyłam, ze koszulka, którą dostał ode mnie z okazji naszej rocznicy ślubu jest cała porwana i poplamiona krwią mocno się zdenerwowałam.
- Emmett! Nie mogłeś postarać się nie uszkodzić tej koszulki?! Wiesz ile czasu potrzebowałam żeby ją znaleźć? Teraz nadaje się tylko do wyrzucenia.
- Kochanie przepraszam. Wynagrodzę Ci to. – powiedział robiąc maślane oczy
- Ciekawa jestem jak?
- Yyy… noo… Pojadę z Tobą na zakupy. – powiedział ściszonym głosem
- Słucham ? – udawałam, ze nie słyszę
- Pojadę z Tobą na zakupy. – powtórzył głośniej
Zarzuciłam mu ręce na szyję i pocałowałam go w usta.
- Nigdzie nie musisz ze mną jechać.
- Nie?
- Nie. To słodkie, że chciałeś się tak poświęcić. Znam Cię nie od dziś. Wiem, że nienawidzisz zakupów, a mimo to zaproponowałeś swoje towarzystwo, tylko po to, żebym się na Ciebie nie złościła. Kocham Cię wariacie.
Strasznie się z tego ucieszył. Wziął mnie na ręce i zaczął obracać się ze mną wokół własnej osi.
Potem poszliśmy do domu. To był bardzo udany dzień.
super! świetna ta notka z perspektywy Rosalie !!! Strasznie się wzruszyłam :))
OdpowiedzUsuńwow zgodzę się z poprzedniczką!! serio masz talent i to nie mały!
OdpowiedzUsuńBoskooo!! Mogłabyś dodać jakoś notkę z p. widzenia Alice czy coś? nie musi to być kolejna ale jakoś tak w ogóle
OdpowiedzUsuńzgadam sie z gore! i dodaj notke z punku widzenia Al. Iga
OdpowiedzUsuńświetny pomysł żebyś napisała rozdział z perspektywy naszego kochanego chochliczka!! jesteś tak dobra w tym co robisz, że wiem z góry, że to bedzie świetna notka tak jak ta ;DD
OdpowiedzUsuńGenialnie <33
OdpowiedzUsuńSwietna notka. Dziekuję za dedyk ;) Dobry pomysł z notka z perspektywy Al. Czekam na nn z niecierpliwością. :)
OdpowiedzUsuńŚwietnie!! Czekam na nn :) Aa blog kwitnie ;D
OdpowiedzUsuńFajne zakończenie! :) szkoda tylko koszuli EmmetTA ^^
OdpowiedzUsuńWow już ponad 1000 wejść!! Gratuluję i czekam na ciąg dalszy
OdpowiedzUsuńYeahh the best
OdpowiedzUsuńHej u mnie nn. Zapraszam na zmierzch-dalej.blog.onet.pl/
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Słodkie i romantyczne :)
OdpowiedzUsuńPoinformuj mnie o NN :)
jest nn
OdpowiedzUsuńjest konkurs http://mala-duza-bella-swan.blog.onet.pl/
OdpowiedzUsuńHej, u mnie jest nn http://zmierzch-dalej-menu.blog.onet.pl
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Super. Chciałabym żebyś napisała z punktu widzenia Alice lub Esme. Jednak wole Alice:D
OdpowiedzUsuń